logo

Forum ARCUS - łucznictwo i rzemiosło tradycyjne

Skarbnica informacji o łucznictwie i tradycyjnym wyrobie łuków i strzał.
Teraz jest N 22 wrz, 2019 16:52

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 51 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: "Kusza i łuk" J. Jankowski
PostNapisane: Pt 04 mar, 2016 22:27 
Offline
SPONSOR
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So 06 lis, 2010 13:55
Posty: 1333
Lokalizacja: Eurazja
Panowie, dajmy już sobie spokój z osobistymi wycieczkami...
Wiem, że jestem irytujący, ale za chwilę będę jeszcze bardziej, bo zabieram się za książkę :-), na początek oczywiście rozdział pierwszy:

SAMOSTRZAŁ
Już sama nazwa jest myląca, gdyż samostrzał nie oznaczał rodzaju "kuszy" ze spustem zwalnianym przez strzelającego, lecz rodzaj pułapki, która uwalniała pocisk z grotem tnącym po potrąceniu przez zwierzę. "Samostriel" to nazwa prasłowiańska, występująca w wielu słowiańskich językach, używają te pułapki do dziś syberyjscy "traperzy" pozyskujący skóry soboli.

W języku polskim pierwsze średniowieczne "kusze" zwano "strzelbami"... i nijak nie były one podobne do rysunku zamieszczonego przez P.T. Autora na stronie 9...
To ustrojstwo z książki Pana Jangrota to... "whale bow", czyli norweskie narzędzie do połowu wielorybów z XIX wieku...
Obrazek
Zdjęcie pochodzi z książki Josefa Alma "European Crossbow", jest na 10 stronie tejże monografii zgodnie z opisem znajduje się w szwedzkim muzeum.

No ale już nie czepiajmy się takich szczegółów, ważniejsze jest czy to ustrojstwo będzie działać, gdyby je zrobiono wg przepisu Czcigodnego Autora... Otóż ja naiwny uwierzyłem podanym w książce proporcjom i kilka kawałków zacnego cisu zmarnowałem... Żadne metrowe łuczysko nie chciało się dać naciągnąć na długość naciągu aż 45 cm (43 do wcięcia w łożu + 3 cm na grubość łuczyska), jak podawał Autor... pękały z imponującym trzaskiem :-P
Uratowałem jedynie te dwa cisy:
Obrazek

U góry moja nieporadna ale działająca strugaczka, długość 108 cm, dająca się naciągać na max. 32 cm z siłą naciągu ok. 70 kg
U dołu profesjonalne łuczysko wyrobu Kamila, długość 114 cm, dające się naciągać na max. 37 cm. siła naciągu 55 kg.

A "whale bow" dlatego nie pękał, bo miał łuczysko nie metrowe jak poleca Autor książki, lecz 140 cm, oraz cięciwa była luźna (czyli pozwalająca na dalsze umieszczenie mechanizmu spustowego na łożu), co widać na zdjęciu po sposobie jej PRZYWIĄZYWANIA do łuczyska.

Szkoda, że wcześniej nie rozrysowałem sobie proporcji - bo polecane przez Pana Jangrota metrowe łuczysko 50kg naciągane na 45 cm ma podobne ugięcia, jak mocny cisowy warbow naciągany na... 30 i kilka cali. Musi pęknąć.

P.T. Autor jeszcze proponuje wyjątkowo niebezpieczny sposób strzelania z "whale bow" zwanego przez Niego "samostrzałem". Otóż nic nie wspomina o sprawie kardynalnej - przytrzymywaniu końca bełta kciukiem. Wtedy cięciwa nie przeleci nad bełtem, ani bełt się nie zsunie - czyli przy prawidłowej technice da się (wbrew sugestiom Autora) strzelać ku górze... oczywiście tam, gdzie nie ma ludzi ani zwierząt.

Czyli podsumowanie pierwszego rozdziału - podaje nie to co zapowiada, a proporcje są wadliwe. Czyli na "dzień dobry" książkę trzeba odchudzić, wyrywając kartki 9-20, by następni chętni cennego cisu nie marnowali, ani niebezpieczną techniką strzelania krzywdy sobie lub innym nie zrobili.
Ale niech Pan Jangrot się nie denerwuje, recenzja następnego rozdziału nie będzie już aż tak miażdżąca. 8-)

_________________
moje łuki: wiązowy Holmegaard, cisowy neolityczny i elb, indiański piramidalny, turecki rogowy kompozyt, Saluki Hybrid Crimean Tartar, angular hikora-ipe, kilka laminatów longbow i recurve + bloczek do polowania. I inne, w tym pasujące do avatara ;-)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: "Kusza i łuk" J. Jankowski
PostNapisane: So 05 mar, 2016 19:46 
Offline
SPONSOR
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So 06 lis, 2010 13:55
Posty: 1333
Lokalizacja: Eurazja
Czas na rozdział drugi książki: "Kusza późnośredniowieczna", strony 21-49

Większość oceniam naprawdę pozytywnie. Co prawda Pleno Titulo Autor miesza style, wprowadza niehistoryczne kształty, proporcje, siły naciągów, detale a nawet materiały (jak stal do orzecha, nigdy nie używana w średniowieczu) - ale że uczciwie o tym uprzedza - jego stylizacja, a raczej wariacja na temat kuszy późnośredniowiecznej wyszła zgrabnie i prawie fachowo... prawie, bo znów były kardynalne błędy mające wpływ na bezpieczeństwo osoby, która by sobie taką wg przepisu w książce kuszę zrobiła:

1. Mocowanie orzecha: fotografia sugeruje opieranie orzecha w czasie zaczepienia o niego napiętej cięciwy... wyłącznie na metalowej osi :shock:
Już nawet nie chodzi o to, że takie rozwiązanie nie było stosowane w średniowieczu, lecz o to, że jest to niebezpieczne!
Żaden orzech nie opierał się na osi (może pęknąć albo oś, albo drewno łoża w miejscu mocowania osi), lecz mając założoną cięciwę napierał całym swym przodem na przednią ścinę w wyżłobieniu na orzech w łożu - albo napierając bezpośrednio na drewno (kusze najstarsze i wschodnioeuropejskie), albo na metalową puszkę (późniejsze kusze zachodnioeuropejskie).

A luźno wsadzona metalowa oś (kusze zach-eur) lub kilka razy przewinięty przez dziurę w orzechu i opleciony pod spodem łoza sznurek (kusze dawne i wsch-eur) - służyły tylko jako zabezpieczenie przed wypadnięciem orzecha z łoża górą.
Może opieranie orzecha na osi jakoś sprawdziło się w sfotografowanym i widniejącym w książce egzemplarzu o relatywnie słabym naciągu 90 kg, ale Autor proponuje tym sposobem wykonać kusze nawet 200 kg! Stanowczo odradzam, grozi nie tylko uszkodzeniem kuszy, ale tez urazem!!!

2. Kuriozalne jest zalecenie doboru masy bełtów "metodą prób i błędów" (strona 47). Błąd w postaci zbyt lekkiego bełtu (Autor np. poleca też taką konfigurację - jesionowy bełcik dł. bez grotu tylko ok. 35 cm, średnicy 10 mm, z gotowym toczonym grotem do kuszy 110 kg - czyli zdecydowanie zbyt lekki) może skutkować nie tylko uszkodzeniem kuszy, ale też poważną kontuzją gdy jak po "suchym strzale" pęknie cięciwa lub łuczysko.

3. No i proponowany przez Autora sposób naciągania kuszy grozi poważnym urazem. Kuszę 90 kg radzi na stronie 48 naciągać bez urządzeń pomocniczych "używając mięśni pleców" - po pochyleniu wykonać raptowny wyprost. Jak nie chcecie być operowani z powodu dyskopatii po takiej czynności - to nigdy tak nie róbcie! Miałem już setki pacjentów, którym krążek międzykręgowy przesunął się z uciskiem na worek oponowy, korzenie nerwowe a nawet rdzeń kręgowy - właśnie po gwałtownym podniesieniu dużego ciężaru mięśniami zgiętego grzbietu.

Naciągając kuszę 90 kg bez pomocy jakichkolwiek dźwigni można to robić wyłącznie używając mięśni nóg, mając wyprostowany grzbiet.

==============

No ale na osłodę jeszcze zrecenzuje rozdział następny, trzeci - Arbaleta (strony 49 - 65). Recenzja będzie bardzo krótka, bo nie ma się do czego przyczepić, rozdział bardzo dobry, informacje rzetelne i ciekawe.

_________________
moje łuki: wiązowy Holmegaard, cisowy neolityczny i elb, indiański piramidalny, turecki rogowy kompozyt, Saluki Hybrid Crimean Tartar, angular hikora-ipe, kilka laminatów longbow i recurve + bloczek do polowania. I inne, w tym pasujące do avatara ;-)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: "Kusza i łuk" J. Jankowski
PostNapisane: N 06 mar, 2016 06:26 
Offline
SPONSOR
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So 06 lis, 2010 13:55
Posty: 1333
Lokalizacja: Eurazja
No i ostatni rozdział o kuszach i "kuszach" czyli rozdział KUSZA WSPÓŁCZESNA:

W pierwszej, "na szybko" napisanej tuż po kupieniu książki "recenzji" sprzed lat popełniłem podstawowy błąd, pisząc:
jopsa napisał(a):
Od ponad 30 lat nie produkuje się kusz myśliwskich z ramionami z drewna i włókna szklanego.

Gdyż takich kusz myśliwskich NIE PRODUKOWAŁO SIĘ NIGDY :-P
A czemu?
Autor, gdyby przeczytał to co sam napisał w książce, też by doszedł do wniosku, że wmieszał kusze myśliwskie do tego rozdziału w którym proponuje łęczyska i "łęczyska" (w rzeczywistości ramiona) laminowane... przez pomyłkę, oto dwa cytaty z książki:
1. "75-100 kg wystarcza w praktyce do zastosowań myśliwskich"
2. "70 kg dla kuszy współczesnej o laminowanym łęczysku to praktycznie górna granica"

Kusz z łęczyskami i ramionami laminowanymi drewno-szkło nie produkuje się współcześnie nigdzie masowo. To niszowe urządzenia, wytwarzane jednostkowo, chałupniczo tylko na potrzeby pojedynczych sportowców, potrzebujących kuszek o limitowanym przez przepisy sportowe słabiutkim naciągu tylko do 90 funtów - ale nieco szybszych niż te seryjnie wytwarzane z ramionami z fiberglasu, np. Excalibur Apex. A to tylko malutki ułamek promila wytwarzanych współcześnie kusz.

Autor pisze na stronie 68, że średniowieczny wytwórca kusz duszę by zaprzedał diabłu, by posiąść technikę wykonywania laminowanych łęczysk. Chyba jednak raczej by wzruszył ramionami i rzekł: "a do diaska z tą krotochwilą, nie zawracajcież mi głowy nicponie, ja robię kusze do polowań i do boju, a nie pacholęce zabawki" :-P

Ale jako kuriozum można było je opisać, szkoda tylko, że przedstawiono w książce arcy rzadkość jako typową kuszę współczesną. To tak, jakby w książce o butach w rozdziale "buty współczesne" uwzględniono i opisano tylko baletki. Przypuszczam, że wielu nabywców książki było tym zawiedzionych, nie tylko ja.
A przecież można było opisać jak zrobić kuszę współczesną np. z ramionami z łatwo dostępnych płaskowników z żywicy ze szkłem...

===========

Recenzji następnych rozdziałów (tych o łukach) już nie będzie, bo Autor jest cenionym wśród łuczników tradycyjnych znawcą łuków drewnianych i z pewnością wie o nich więcej ode mnie. Szkoda tylko, że zachęcony sukcesem pierwszej książki o łukach wziął się też za temat mniej Mu znany, czyli za kusze. Szkoda pieniędzy by kupować tę książkę tylko dla kusz - w internecie są informacje i bardziej rzetelne i za darmo.

_________________
moje łuki: wiązowy Holmegaard, cisowy neolityczny i elb, indiański piramidalny, turecki rogowy kompozyt, Saluki Hybrid Crimean Tartar, angular hikora-ipe, kilka laminatów longbow i recurve + bloczek do polowania. I inne, w tym pasujące do avatara ;-)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: "Kusza i łuk" J. Jankowski
PostNapisane: Pn 07 mar, 2016 09:49 
Offline

Dołączył(a): Śr 10 lut, 2016 10:38
Posty: 23
No i rozmowa ucywilizowała się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki :) Tym samym nie dotrzymam słowa i na rzeczowe uwagi chętnie odpowiem, lecz trochę później, bo w tej chwili brakuje mi czasu. Szkoda, że ten sposób recenzowania nie pojawił się już na początku tego wątku. Ghul nazwał mnie powyżej "legendą". Nie jestem legendą i nie chciałbym być. Jestem człowiekiem z krwi i kości (z wadami i zaletami), a od legendy (przynajmniej w naszym kraju) oczekuje się posągowego stoicyzmu, by można było z nią robić to, co z posągami robią gołębie :) Na tym polegała Twoja / Pana, Panie Jopsa (niepotrzebne według uznania skreślić :) pierwsza "recenzja", którą przeczytało 5 tyś osób i narobiła ona w znacznej mierze niezasłużonej szkody książce (a więc mi i wydawcy), ale również Tobie / Panu (i tu szkoda była już na Twoje/Pana własne życzenie :). Ta najnowsza nie jest już "recenzją" ale naprawdę recenzją. Chętnie się do niej odniosę, bo choć zgadzam się z niektórymi uwagami, część muszę jednak zanegować.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: "Kusza i łuk" J. Jankowski
PostNapisane: Wt 08 mar, 2016 11:32 
Offline

Dołączył(a): Śr 10 lut, 2016 10:38
Posty: 23
Ponieważ zrobiło się nawet miło, zgodnie z zasadami przyjętymi na forum, będę zwracał się do Pana w drugiej osobie liczby pojedynczej (i o to samo proszę, jeśli nasza wymiana uwag będzie kontynuowana).
A więc po kolei. Na wstępie, jako filolog slawista i były pracownik naukowo-dydaktyczny Katedry Slawistyki UAM, specjalizujący się w językoznawstwie (nie zaś literaturoznawstwie), z przyjemnością wyprowadzę Cię z błędu, jeśli chodzi o nazwę „samostrzał”. Otóż, we wczesnym średniowieczu języki słowiańskie były na tyle niezróżnicowane (a tym samym do siebie podobne), że w obrębie całej słowiańszczyzny rozumiano się bez problemu (wspomnieć choćby braci sołuńskich, czyli Cyryla i Metodego, którzy przetłumaczyli biblię na dialekt południowobułgarski, jakim mówili w okolicach Sołunia (dziś Thesaloniki) ich słowiańscy sąsiedzi, a język ten bez problemu był rozumiany na Morawach, gdzie ewangelizacyjna misja cyrylometodejska miała miejsce). Na terenie całej słowiańszczyzny, wszędzie gdzie wczesne kusze występowały (a nie wszędzie występowały), nosiły one nazwę „samostrel” (w różnych lokalnych odmianach fonetycznych). Do dziś mamy tego ślady we współczesnych językach słowiańskich - kusza to po rosyjsku „samostriel” – obok „arbaliet” , po czesku „samostrel” („ r” z czarką czyli „ptaszkiem” w miejsce polskiego „rz”) obok ‘kuse” – „s” z czarką w miejsce naszego „sz” , po polsku „samostrzał” obok „kusza” . Tak to w języku bywa, że gdy z innego obszaru zostaje przyniesiona nowa wersja znanego już przedmiotu, przyjmuje się często również obca nazwa, która z nim przybyła (np. gdy od Niemców nauczyli się nasi przodkowie kryć domy czymś innym niż słoma, owo pokrycie przestało być nazywane strzechą, a zaczęło być z niemiecka zwane „dachem”, a np. Czesi do dziś na każde porycie dachowe mówią „strecha” – tu ponownie „r” z czarką) . Tak było też z samostrzałem. W polskim i czeskim obecnie nazwa ta oznacza wczesną kuszę z drewnianym łęczyskiem (w opozycji do późniejszych, bardziej zaawansowanych konstrukcji nazywanych „kuszami” od francuskiego „łoże”). Podobnie chyba jest w rosyjskim (ale tu w miejsce naszej "kuszy" używają wyrazu "arbaliet"), choć musiałbym zapytać Rosjan, bo słowniki pod tym względem są ułomne. Jeśli chodzi o pułapki samostrzelające, to użycie nazwy „samostrzał” jest wtórne, gdyż wykorzystywały one w swej konstrukcji właśnie mechanizm wczesnej kuszy. Tu odsyłam Cię do literatury językoznawczej i tematu „realne i etymologiczne znaczenie wyrazów” . Losy wyrazów bywają naprawdę dziwne. Np. we współczesnym języku czeskim pistolet maszynowy i karabinek automatyczny to „samopal”. Jest to oficjalna nazwa i wcale nie oznacza, że skonstruowano daną broń nielegalnie – w zaciszu domowym, ani że stoi takie coś w lesie i samo strzela, gdy potkniesz się o rozciągniętą linkę  Sam zaś rzeczownik „strzelba” oznaczał pierwotnie w jęz. polskim tyle co obecnie „strzelanina”, zaś „puszka” zarezerwowana była dla broni palnej (w niektórych językach słowiańskich „puszek” to po prostu „dym”, a ten jest raczej wcześniejszy- a tym samym jego nazwa- od kłębów wydobywających się z lufy. Tu jednak możliwe jest, że wyraz "puszek" zastąpił inny wcześniej używany, gdyż nazwa "puszka" wczesnych dział i ręcznej broni palnej (tylko palnej) jest wywodzona od staroniemieckiego "buchse", co oznaczało tyle, co angielski wyraz 'box', a uzasadnienie tego jest takie, że ta najwcześniejsza broń palna miała spory kaliber, niewielką długość i cienkie ścianki, a więc przypominała pudełko (hakownice są poźniejsze). Co do Twoich rewelacji na temat języka prasłowiańskiego, musisz wiedzieć, że nie zachowały się żadne dokumenty pisane, gdyż w tym czasie w Europie pisano jedynie w Grecji i Rzymie. Nie mamy tak komfortowej sytuacji jak Francuzi, Hiszpanie, Włosi, Portugalczycy, Rumuni, których język wyjściowy (a więc łacina) jest doskonale udokumentowany. Zasób słownikowy języka prasłowiańskiego jest pracowicie rekonstruowany metodą leksykologii porównawczej. Oczywiście pomocny jest tzw. język staro-cerkiewno-słowiański , czyli ów dialekt południowobułgarski, na który została przetłumaczona biblia. Rekonstrukcja słownictwa prasłowiańskiego dotyczy podstawowego zasobu słownictwa. Nie zalicza się raczej do niego wyraz "samostrel", również dlatego, że najprawdopodobniej nie znany prasłowianom był wtedy desygnat (czyli sam przedmiot), ale oczywiście nie można takiej możliwości wykluczyć. Język staro-cerkiewno-słowiański też nam nie pomoże, bo są to wyłącznie teksty biblijne, a w biblii (o ile wiem) jest mowa o mieczu, o włóczni przebijającej bok Chrystusa, ale o kuszy nie ma wzmianki.
Na temat „whale bow” nie będę się wypowiadał. Historia średnio mnie interesuje. Wiem tyle, ile muszę. Skupiam się na technice, a więc teraz właśnie o tym. Wczoraj obejrzałem sobie dokładnie wykonany własnoręcznie wiązowy łuczek indiański o długości 115 cm, sile naciągu 50lb. Ciągnięty był już ponad tysiąc razy na 55cm. Nawet się nie ułożył, choć głębokość wstępnego napięcia (zwana przez niektórych absolutnie niesłusznie „wysokością naciągu” – „brace” to nie „naciąg” , a w języku polskim w tej sytuacji nie należy używać rzeczownika „wysokość”, ale raczej „głębokość”) pozwala na swobodne strzelanie bez obijania się cięciwy o rękę, a do tego łuk nie gnie się na całej długości, bo jest to flatbow, a więc w rękojeści jest sztywny. Na stronie dwunastej czytamy (że zacytuję samego siebie)  : „Odległość od miejsca mocowania łęczyska do zaczepu cięciwy jest dobrana dla łęczyska cisowego DOBREJ JAKOŚCI i długości ok. 100 cm” , a więc te dwa kijki, które pokazałeś na fotkach, nie są jakie?!  . Cała wiedza zawarta w tej książce jest oparta na MOIM doświadczeniu. U mnie działało pięknie. Jeśli ktoś, mimo szczegółowych opisów, nie umie wystrugać, nie do mnie pretensje. Tu należy strugać łęczysko w miarę możliwości szerokie i płaskie (podałem 4-5 cm, choć lepiej byłoby się trzymać 5-ciu cm, choć wiem, że często trudno zdobyć kawałek cisu z grubego pnia), a głębokość wstępnego napięcia powinna być bardzo niewielka. Jeśli ktoś wystruga coś tak wąskiego, jak widać na tej fotce, a więc siłą rzeczy będzie miało sporą grubość, by była siła naciągu, a do tego wypiłuje tę listwę pilarką tarczową, ignorując przebieg włókien drewna (co niektórzy nie tylko czynią, ale też nie wstydzą się publicznie doradzać innym), to niech się nie dziwi, że nie daje się ciągnąć daleko lub/i pęka  Jeśli przyjrzeć się owemu „Whale bow” z zamieszczonego przez Ciebie rysunku artefaktu, wyraźnie widzimy, że łęczysko jest szerokie i płaskie. Również wydaje mi się (mimo rzutu w perspektywie), że długość naciągu ma podobne proporcje do długości łęczyska, co w proponowanym przeze mnie projekcie. Ten rysunek znajdziemy również, zdaje się, u Wernera (tam jako samostrzał).
Jeśli chodzi o kuszę późnośredniowieczną, odniosę się jedynie do sprawy najważniejszej, a więc do krytyki mocowania orzecha (że pomieszanie dwóch stylów, użycie rozwiązań późniejszych niż średniowieczne, jest napisane wyraźnie, jak również napisane jest, co zrobić, by stylów nie pomieszać). Chodzi mi natomiast o zarzut bardzo poważny, dotyczący możliwości wystąpienia wypadku na skutek zbudowania przedmiotu według opisu zamieszczonego w pracy. Siła działająca na oś orzecha ma wektor równoległy do prowadnicy bełtu, leżący poniżej tej prowadnicy – od geometrycznego środka średnicy osi ku przodowi broni. Przed osią mamy 25 -30 cm drewna. Obciążenie jest statyczne – cięciwa nie uderza z rozpędem w orzech, lecz jest zaczepiona i z niego wyzwalana. Wszyscy wiemy, jaka jest różnica pomiędzy obciążeniem statycznym a dynamicznym – mężczyzna o masie 120 kg nie załamie sosnowych desek ułożonych na pióro – wpust na legarach (jeśli będzie po nich chodził, nie zaś skakał), ale spróbujmy walić w te deski młotkiem o masie jedynie 5 kg . Obejrzyjmy sobie teraz zdjęcie przedstawiające mocowanie mechanizmu mojej arbalety. Tulejki osi orzecha mają 8 mm średnicy (a więc tyle, ile może i powinna wynosić średnica osi orzecha w proponowanym przeze mnie mechanizmie kuszy późnośredniowiecznej) . Przed osią mamy jedynie 3 cm drewna (ponieważ występuje wygięcie łoża). Siła naciągu to 60 kg. Łoże jest tu wąskie (bez żadnego poszerzenia). Naprawdę obawiałem się w tym przypadku wyrwania osi po rozszczepieniu się drewna. Tysiące strzałów i nic! Jeśli 3 cm wąskiego drewna wytrzyma 60 kg , to ile wytrzyma 25-30 cm drewna poszerzonego w miejscu montażu mechanizmu (kusze, które nie miały tego poszerzenia siłą rzeczy miały dodatkowe metalowe płytki po bokach). I znów mamy tu do czynienia z doświadczeniem moim i mojego znajomego- Pana Krzysztofa Świdwy, który takie osiowane mechanizmy (bez oparcia orzecha o drewno) stosował w kuszach o naciągu również 150 i więcej kg. Nic się nie działo, bo nic dziać się nie może. Oczywiście łoże nie może być wykonane z sośniny czy balsy, ale z twardych gatunków, ale jest to w moich opisach wyraźnie zaznaczone. Tak na marginesie – jeśli coś z wadliwie wykonanym mechanizmem by się stało – doszłoby po prostu do niekontrolowanego wystrzału, zaś orzech poleciałby po prostu do przodu. Zasady bezpiecznego posługiwania się bronią wszelką (palną czy mechaniczną) są dokładnie przedstawione w mojej pracy . Nigdy nie wolno kierować nawet nie naładowanej broni w kierunku osób (nie wspominając nawet o naładowanej). Jeśli ktoś łamie tę zasadę, godzi się na to, że nieumyślnie odbierze komuś życie! Reasumując- Twój zarzut jest bardzo poważny i opiera się wyłącznie na dywagacjach nie popartych znajomością fizyki i materiałów. Nie radzę tak lekko, a publicznie ferować takich wyroków, bo ktoś kiedyś będzie mniej pobłażliwy niż ja i sprawa może skończyć się powództwem cywilnym.
Dobieranie masy bełtów jest jak najbardziej wskazane i prawidłowe (oczywiście w pewnym rozsądnym zakresie) . Dobra cięciwa wytrzyma i strzał na sucho, a nawet jej zerwanie raczej nie skończyłoby się złamaniem łęczyska stalowego czy laminowanego (to również wynika z mojego doświadczenia nie dywagacji) – w przeciwieństwie do łuku czy łęczyska drewnianego, gdzie jedna strona może dobrze pracować wyłącznie na rozciąganie, zaś druga wyłącznie na zgniatanie.
Co do urazów przy naciąganiu zbyt silnych kusz, jako lekarz, fizjoterapeuta czy rehabilitant (nie wiem dokładnie, jaki zawód wykonujesz), wiesz zapewne lepiej. To cenna uwaga, za którą dziękuję. Nie będę tu dyskutował, choć można byłoby zauważyć, że w przypadku kuszy o naciągu 100 kg, owe 100 kg pojawi się dopiero pod koniec ruchu i tylko na chwilę, zaś w przypadku "rwania" sztangi, te 100kg będziemy podnosić już od pierwszego centymetra.
Na koniec krótko o współczesnych. Co daje się seryjnie produkować, zwykle ciężko wykonać metodami obróbki ręcznej i odwrotnie, co pięknie można wykonać ręcznie – zwykle trudno skopiować za pomocą maszyn. Wykonane i proponowane przeze mnie modele są opisane w literaturze brytyjskiej (zarówno ‘target’, jak i ‘hunting’, a więc jednak taki był!) . Czy były produkowane masowo? Nie wiem. Na tyle masowo, by obdzielić w Wielkiej Brytanii sport kuszniczy. Ten zarzut jest absurdalny. Jako autor mam prawo zaproponować to, co uznałem za stosowne. Również dlatego, że nie będę przecież opisywał czegoś, czego sam nie robiłem (choć ta pierwsza – z odkręcanymi ramionami od majdanu – ma rzeczywiście ramiona z litego szkła). Łęczysko laminowane było stosowane w celu redukcji szybko przesuwającej się podczas strzału masy i zwiększenia sprawności, a tym samym w celu zwiększenia celności i zasięgu. Efekt jest taki, że z łęczyskiem o naciągu 80lb strzela się z 50 metrów tak, że średni strzelec wszystkie 10 bełtów lokuje bez problemu w czarnym polu standardowej tarczy do strzelania sportowego z karabinu małego kalibru. Spokojnie można strzelać też z odległości 70 m. Jeśli ktoś nie jest usatysfakcjonowany, nic już na to nie poradzę, choć żadne jęki zawodu do wydawnictwa nie dotarły. Generalnie Twoje rozczarowanie jest pierwszym z jakim się spotkałem, ale już ustaliliśmy, że wiesz prawie wszystko, niczego się z książki nie nauczyłeś i nie dowiedziałeś niczego nowego, a więc zwyczajnie ta pozycja nie jest dla Ciebie  Co prawda mogłem wyraźnie napisać, że taka jest moja propozycja i że wybrałem z setek możliwości, ale już tego przecież nie dopiszę  Co zaś dotyczy porównania stalowego łęczyska do laminowanego, pisałem o tym w tym wątku wcześniej w dyskusji z forumowiczem dysponującym wiedzą inżynierską, więc nie będę tego powtarzał.
Jeśli chodzi o „autora zachęconego sukcesem pierwszej książki”, śpieszę donieść, że swoją przygodę z bronią cięciwową rozpocząłem właśnie od kusz. Wykonywać łuki nauczyłem się nieco później 
Pozdrawiam Cię serdecznie!


Ostatnio edytowano Pt 11 mar, 2016 09:09 przez jangrot, łącznie edytowano 3 razy

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: "Kusza i łuk" J. Jankowski
PostNapisane: Wt 08 mar, 2016 11:44 
Offline

Dołączył(a): Śr 10 lut, 2016 10:38
Posty: 23
P.S. Co w "Wordzie" wyglądało jak " :) ", to po "kopiuj-wklej" jest tu jakimś kwadracikiem, ale już nie będę tego zmieniał.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: "Kusza i łuk" J. Jankowski
PostNapisane: So 12 mar, 2016 15:08 
Offline
SPONSOR
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So 06 lis, 2010 13:55
Posty: 1333
Lokalizacja: Eurazja
Zacznijmy zatem od nazwy "samostrzał" i "strzelba"
Jako filolog slawista chyba powinieneś wiedzieć, że gdybania są nic nie warte, ważne są tylko udokumentowane źródła.
Źródeł ze wczesnego średniowiecza w języku polskim brak. Źródła są po łacinie, a w nich myśliwych posługujących się bronią cięciwową (łukiem i czymś podobnym do kuszy) nazywano "sagittarii", dopiero w Renesansie pojawiają się określenia "strzelcy", którzy posługiwali się "łukami" oraz "strzelbami". W wojskowości dopiero ze schyłkiem średniowiecza pojawiło się udokumentowane określenie "strzelba" wobec urządzeń ze wspomaganiem naciągu z łuczyskiem kompozytowym oraz później "kusza" w czasie wojen husyckich - wobec kusz czyli z łukiem stalowym.

A takich wczesnośredniowiecznych "samostrzałów" cisowych... jakie w książce przedstawiłeś... nigdy nie było!!! Werner w swojej książce z lat 70-tych omyłkowo wziął XIX-wieczny cisowy norweski "whale bow" za wczesnośredniowieczny niby "samostrzał", Ty tę bajeczkę bez sprawdzenia powtórzyłeś - - i ta nieprawda widniejąca w 2 książkach już się utrwaliła.

Jedyne zachowane na świecie średniowieczne europejskie urządzenie ze wspomaganiem naciągu (unikam słowa "kusza", bo to pojęcie obejmuje urządzenia z łukiem stalowym) z cisowym łuczyskiem pochodzi z końca średniowiecza i jego budowa wskazuje, że wstawiono łuczysko cisowe tylko z braku łuczyska kompozytowego, co sugeruje nietypowe mocowanie (zdjęcia publikowałem na tym forum)

Zresztą gdy się pomyśli, to nic dziwnego, że takich wczesnośredniowiecznych cisowych urządzeń nie było. 50 kg łuk o wiele dłuższym naciągu (czyli lepszej dynamice) wielu ówczesnych ludzi było w stanie naciągnąć - to po co by mieli komplikować? Budować coś, co wysyła pociski znacznie marniej niż cisowy łuk, jest bardziej kłopotliwe, mniej szybkostrzelne? Czego nie można długo przetrzymywać z naciągniętą cięciwą?

Tzw. "kusze" pojawiły się w średniowiecznej Europie od razu z łuczyskiem rogowym i/lub kompozytowym, a cis mógł co najwyżej służyć z wyboru do budowy pułapek.

Lekceważąco wyraziłeś się o moich "kijkach". Nie wiem na czym oparłeś ich "pomiary" gdyż oba mają w najszerszym miejscu szerokość przez Ciebie polecaną - mojego autorstwa równe 50 mm, a profesjonalnie wystrugany przez Kamila Bacę - 46 mm. Jest On mimo młodego wieku jednym z najlepszych dziś w Polsce wytwórcą łuków drewnianych.
Oba nie przekraczają słojów, a mój dodatkowo ma kształt wzorowany na autentycznym "whale bow", Kamila został strugany z zadaniem tylko jak najlepszej efektywności.

Uważam że spór ten zakończy dopiero pokazanie zdjęcia Twojego "whale bow" - bo nie obraź się, ale brak zdjęcia w Twojej książce połączony z nierealną (w mojej ocenie) długością naciągu nasuwa podejrzenia, że urządzenie to powstało tylko w Twojej wyobraźni.

P.S. Niezbyt przekonujące jest porównywanie naprężeń w Twoim łuku 50 funtów i "whale bow" 50 kg. Im mniejsza jest siła naciągu, im cieńszy kawałek drewna - tym bardziej da się drewno wyginać. Silny wiązowy warbow da się naciągnąć na mniej niż 30 cali, ale tej samej długości pasek wiązowego forniru da się wielokrotnie owinąć i przechowywać w zwiniętej rolce.

_________________
moje łuki: wiązowy Holmegaard, cisowy neolityczny i elb, indiański piramidalny, turecki rogowy kompozyt, Saluki Hybrid Crimean Tartar, angular hikora-ipe, kilka laminatów longbow i recurve + bloczek do polowania. I inne, w tym pasujące do avatara ;-)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: "Kusza i łuk" J. Jankowski
PostNapisane: N 13 mar, 2016 18:37 
Offline

Dołączył(a): Pn 10 cze, 2013 10:47
Posty: 140
Lokalizacja: koÂłobrzeg
użytkowniku jopsa, gwoli ścisłości, Twoja wypowiedź ; "Zresztą gdy się pomyśli, to nic dziwnego, że takich wczesnośredniowiecznych cisowych urządzeń nie było" to teza. dla ścisłości i poprawności historycznej proponuję użyć tutaj stwierdzeń zastępczych: " ja się nie spotkałem", "w badanym zespole źródeł, nie ma takich", " w dostępnych eksponatach nie ma" "do tej pory takich nie udokumentowano"


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: "Kusza i łuk" J. Jankowski
PostNapisane: N 13 mar, 2016 21:34 
Offline

Dołączył(a): Śr 10 lut, 2016 10:38
Posty: 23
jopsa napisał(a):
Zacznijmy zatem od nazwy "samostrzał" i "strzelba"
Jako filolog slawista chyba powinieneś wiedzieć, że gdybania są nic nie warte, ważne są tylko udokumentowane źródła.
Źródeł ze wczesnego średniowiecza w języku polskim brak. Źródła są po łacinie, a w nich myśliwych posługujących się bronią cięciwową (łukiem i czymś podobnym do kuszy) nazywano "sagittarii", dopiero w Renesansie pojawiają się określenia "strzelcy", którzy posługiwali się "łukami" oraz "strzelbami". W wojskowości dopiero ze schyłkiem średniowiecza pojawiło się udokumentowane określenie "strzelba" wobec urządzeń ze wspomaganiem naciągu z łuczyskiem kompozytowym oraz później "kusza" w czasie wojen husyckich - wobec kusz czyli z łukiem stalowym.

A takich wczesnośredniowiecznych "samostrzałów" cisowych... jakie w książce przedstawiłeś... nigdy nie było!!! Werner w swojej książce z lat 70-tych omyłkowo wziął XIX-wieczny cisowy norweski "whale bow" za wczesnośredniowieczny niby "samostrzał", Ty tę bajeczkę bez sprawdzenia powtórzyłeś - - i ta nieprawda widniejąca w 2 książkach już się utrwaliła.

Jedyne zachowane na świecie średniowieczne europejskie urządzenie ze wspomaganiem naciągu (unikam słowa "kusza", bo to pojęcie obejmuje urządzenia z łukiem stalowym) z cisowym łuczyskiem pochodzi z końca średniowiecza i jego budowa wskazuje, że wstawiono łuczysko cisowe tylko z braku łuczyska kompozytowego, co sugeruje nietypowe mocowanie (zdjęcia publikowałem na tym forum)

Zresztą gdy się pomyśli, to nic dziwnego, że takich wczesnośredniowiecznych cisowych urządzeń nie było. 50 kg łuk o wiele dłuższym naciągu (czyli lepszej dynamice) wielu ówczesnych ludzi było w stanie naciągnąć - to po co by mieli komplikować? Budować coś, co wysyła pociski znacznie marniej niż cisowy łuk, jest bardziej kłopotliwe, mniej szybkostrzelne? Czego nie można długo przetrzymywać z naciągniętą cięciwą?

Tzw. "kusze" pojawiły się w średniowiecznej Europie od razu z łuczyskiem rogowym i/lub kompozytowym, a cis mógł co najwyżej służyć z wyboru do budowy pułapek.

Lekceważąco wyraziłeś się o moich "kijkach". Nie wiem na czym oparłeś ich "pomiary" gdyż oba mają w najszerszym miejscu szerokość przez Ciebie polecaną - mojego autorstwa równe 50 mm, a profesjonalnie wystrugany przez Kamila Bacę - 46 mm. Jest On mimo młodego wieku jednym z najlepszych dziś w Polsce wytwórcą łuków drewnianych.
Oba nie przekraczają słojów, a mój dodatkowo ma kształt wzorowany na autentycznym "whale bow", Kamila został strugany z zadaniem tylko jak najlepszej efektywności.

Uważam że spór ten zakończy dopiero pokazanie zdjęcia Twojego "whale bow" - bo nie obraź się, ale brak zdjęcia w Twojej książce połączony z nierealną (w mojej ocenie) długością naciągu nasuwa podejrzenia, że urządzenie to powstało tylko w Twojej wyobraźni.

P.S. Niezbyt przekonujące jest porównywanie naprężeń w Twoim łuku 50 funtów i "whale bow" 50 kg. Im mniejsza jest siła naciągu, im cieńszy kawałek drewna - tym bardziej da się drewno wyginać. Silny wiązowy warbow da się naciągnąć na mniej niż 30 cali, ale tej samej długości pasek wiązowego forniru da się wielokrotnie owinąć i przechowywać w zwiniętej rolce.


Oj, chwytasz się już, czego możesz! :) To nie ja gdybałem, lecz raczej Ty - o obecności wyrazu "samostrzał" w języku prasłowiańskim, który pisma nie doczekał (a nawet nie gdybałeś, lecz wypowiedziałeś się tonem mentora :) Gdybałem raczej ja - na tematy filologiczne, bo tak gdybają nawet językoznawcy z tytułami profesora, gdyż zdają sobie sprawę z tego, że z powodu braku pisanych źródeł o pewności nie może być mowy. Czy zaś takie przedmioty z cisowym łęczyskiem były używane , czy też nie ( i jak wyglądały), ciężko wyrokować, bo przecież to jest samo drewno, więc o znaleziska trudno. To są oczywiście raczej dywagacje. Myślę (i nie tylko ja), że takie urządzenia były używane i były podobne do owego "whale bow" , bo niby do czego miałyby być podobne? Dlaczego mogły być używane, choć łuk był pod wieloma względami lepszy? Otóż pod jednym względem jest gorszy. Przygotowanie dobrego łucznika trwa długie lata, natomiast podobne rezultaty (chodzi o celność) kusznik (czy jak go tam nie nazwiesz) uzyskuje już po krótkim treningu. Z takim dylematem mieliśmy do czynienia również w późniejszym czasie (Anglicy długo stawiali na łuk, zaś Francuzi i Niemcy - na kuszę).
Jeśli chodzi o moje porównanie łuku indiańskiego do owego cisowego łęczyska, zwróć uwagę, że łuk ów gnie się prawie wpół, zaś to cisowe łęczysko pracuje jeszcze ze stopniem swobody, bo raz, że materiał lepszy, dwa - głębokość wstępnego napięcia minimalna, trzy - metr do 43 cm to nie jest gięcie wpół. Cóż, jeśli Wasze łęczyska się nie gięły tak, jak należy, usprawiedliwiona jest moja , w pewnej mierze siłą rzeczy zaoczna ocena :) Zdjęć nie będzie, bo gdy zrobiłem ten przedmiot, nie myślałem jeszcze o pisaniu na ten temat książki ( a przedmiot oddałem w prezencie i nieodwracalnie straciłem go z oczu), ale jeśli znajdę czas, wystrugam samo łęczysko (bo w Polsce całego przedmiotu z przyczyn prawnych nie wykonam) , nagram filmik i Ci go prześlę. Nie jestem jedynie w stanie określić, kiedy to nastąpi, bo czas jakoś ostatnio się rozpędził i nie wystarcza go nawet na ważniejsze sprawy, niż udowadnianie komuś tego czy owego. Recepta na Twoje wątpliwości jest jedna - niczego na podstawie moich opisów nie wykonuj, a książki (jeśli jeszcze ją masz) pozbądź się w trybie natychmiastowym w sposób dowolnie wybrany :)


Ostatnio edytowano Pn 14 mar, 2016 10:14 przez jangrot, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: "Kusza i łuk" J. Jankowski
PostNapisane: Pn 14 mar, 2016 00:35 
Offline

Dołączył(a): Cz 04 lis, 2010 22:26
Posty: 862
Lokalizacja: Ozorków
Kąt zgięcia 1 metrowego łuczyska przy 43 cm naciągu jest jeszcze niewielki. Jeśli BH jest między 5 a 8 cm to kąt zgięcia każdego ramienia wynosi około 25-26 stopni. Czyli można by powiedzieć, że nie jest to zgięcie "wpół" tylko w "ćwierć" ;-) Grubości nie znam ale to od niej najbardziej zależy na ile to można zgiąć. Bez tego niewiele można powiedzieć o wytrzymałości takiego cisowego łuczyska. (a i z tym trudno)

Ile mniej więcej powinno wynosić BH w kuszy czy jak tam zwał. Ile w metalowej a ile w drewnianej, jest różnica ?


Skorzystam z okazji i się zapytam się fachowca o język staro-cerkiewny, używany przez prawosławnych podczas liturgii. Czy nie jest to najbardziej zbliżony do prasłowiańskiego? Bo jeśli tak to byłyby jednak jakieś pisane źródła, choćby Biblia. Jest tam historia o przyszłym królu Dawidzie jak z synem króla Saula (lub sługą syna) strzelał na odległość z łuku. Jeśli syn/sługa powiedział by że strzały należy szukać dalej, to oznaczałoby to, że Saul zamierzał zabić Dawida jeśli ten nie zbiegnie a stawi się w pałacu, a jeśli by twierdził że strzała leży bliżej, to Saul nie planuje zabójstwa. (albo na odwrót)

Istnieje tłumaczenie (choć dość późne) Starego Testamentu (część z koiné - Septuaginta i część z łaciny - Wulgata) na staro-cerkiewno-słowiański, więc prawdopodobnie mamy zapisane słowa zarówno łuk jak i strzała, a może i znacznie więcej np. zasięg ówczesnych łuków. Nowy Testament przetłumaczony został natomiast setki lat wcześniej niż ST, ale nie przypominam sobie jakiś wzmianek o łukach.

Słyszałem że jest on (język) najbardziej podobny wraz z jęz. polskim do prasłowiańskiego. Ale cerkiewny jest tylko dialektem prasłowiańskiego, pochodzi z okolic Bałkanów, a w świetle ostatnich polskich badań genetycznych (zeszłorocznych), Polacy byli tu już od 7 tyś lat, z czego wynikałoby, że wałkowana przez dziesięciolecia wędrówka ludów wcale nas nie dotyczyła, jesteśmy autochtonami na terenie Polski. Ale są spory między genetykami, archeologami i lingwistami. Czyli pojawia się sprawa wiarygodności Kronik Wielkopolskich vs. kronik Anonima, a także zapisów o Polsce z innych krajów.


Jak tak czytam wasze rozważania, to zainteresowało mnie czy nie ma czegoś podobnego w równie lub jeszcze starszym języku niż indoeuropejskie i prasłowiański - sanskrycie i znalazłem takie słowniki.
Łuk w sanskrycie zapisywany "wuk". Link do odsłuchania (zupełnie polskiej?, coś nie tak jest z tym lektorem) wymowy https://pl.glosbe.com/pl/sa/%C5%82uk

łuk -śārṅga
łucznik - śārṅgin
A tu jeszcze inne próby tłumaczenia słowa łuk na słowiański http://lukaszrzepinski.salon24.pl/56589 ... si-bratari
Oczywiście ja nie potrafię rozstrzygnąć, która wersja jest słuszna czy laznaka czy z śārṅga, czy to może różna transkrypcja. Ot po prostu taka ciekawostka i mały off top.

_________________
sandanm@wp.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: "Kusza i łuk" J. Jankowski
PostNapisane: Pn 14 mar, 2016 08:43 
Offline

Dołączył(a): Śr 10 lut, 2016 10:38
Posty: 23
Też uważam ,że kąt zgięcia metrowego łęczyska przy 43 cm długości naciągu jest niewielki (zwłaszcza przy niewielkiej głębokości wstępnego napięcia, czy, jak kto woli, niewielkiej "wysokości naciągu" czyli cięciwie prawie luźnej) Ta dyskusja na temat tego, czy się połamie czy nie, staje się już jałowa. Jednemu się połamie, innemu nie. Nie tylko zależy to od umiejętności strugacza, ale tez od jakości drewna, jakim strugacz dysponuje. Tak , gnie się w ćwierć :) Chodziło o to , że długość naciągu równą połowie długości łęczyska można nazwać umownie gięciem się wpół :)
SCS zdecydowanie jest najbliższy prasłowiańskiemu ze wszystkich zapisanych języków, a to dlatego, że został zapisany na stosunkowo krótko po rozpadzie językowej wspólnoty prasłowiańskiej (niektórzy językoznawcy twierdzą , że wspólnota jeszcze wtedy istniała) . Polski najbardziej zbliżony (obok SCS-u) do prasłowiańskiego? Pod jednym względem tak - ponieważ nadal dysponuje samogłoskami nosowymi (jako jedyny współczesny słowiański) . W prasłowiańskim były samogłoski nosowe (w SCS-ie również). Trzeba jednak wiedzieć, że prasłowiański (i również SCS) dysponował bardzo rozbudowanym systemem gramatycznym. Obok wielu paradygmatów deklinacyjnych (w trzech liczbach - pojedynczej, mnogiej i dualnej) mieliśmy tam do czynienia z ogromnym bogactwem form czasownikowych. Nie chodzi tu tylko o proste koniugacje, lecz o system czasów, z jakim mamy obecnie do czynienia we współczesnych językach romańskich i germańskich. Jak wiadomo, ten system czasów w językach słowiańskich uprościł się znacznie, lecz pozostała rozbudowana deklinacja rzeczowników i przymiotników. Wyjątkiem wśród języków słowiańskich jest język bułgarski oraz macedoński (uważany przez niektórych językoznawców jeszcze dziś za dialekt bułgarskiego) . Otóż w tych dwóch językach deklinacja zanikła (rzeczownik się nie odmienia), natomiast pozostał rozbudowany system czasów (i pod tym względem z kolei bułgarski jest bliższy prasłowiańskiemu i siłą rzeczy SCS-owi).
Jeśli chodzi o bytowanie Słowian na naszych ziemiach od 7 tyś lat, nie wiem czy to jest w jakikolwiek sposób sprawdzalne (językoznawstwo porównawcze daje odpowiedź pośrednią -jedynie może pomóc w ustaleniu, kim byli sąsiedzi owych Słowian) . Jest jednak taka teoria, że kolebką Słowian są obecne ziemie polskie. Cóż, to by znaczyło, że kultura łużycka to Słowianie i że Biskupin również zbudowali i zamieszkiwali Słowianie. Szczerze mówiąc, nie śledzę postępu nauki w tym zakresie.


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 51 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Chronicles phpBB2 theme by Jakob Persson. Stone textures by Patty Herford.
With special thanks to RuneVillage